Logo Miasta Rabka Zdrój

Z Rabki przez Bałkany do Aten. Bracia Pieńkos przejechali już 1800 km dla Cancer Fighters

1800 kilometrów, pięć krajów, 9500 metrów przewyższeń i kilkanaście dni spędzonych w siodle. Bracia związani z Rabką-Zdrojem są coraz bliżej celu niezwykłej wyprawy rowerowej „Beast of the East – z Wawelu na Partenon”. Wyruszyli 29 sierpnia z Krakowa, a ich metą są Ateny. Nie jadą jednak wyłącznie dla sportowej przygody. Każdy kilometr ma pomóc w zbiórce pieniędzy dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters.

Po 18 dniach wyprawy, z których 15 było dniami czystej jazdy, rowerzyści dotarli nad jezioro Dojran na granicy Macedonii Północnej i Grecji. Za nimi jest już Polska, Słowacja, Węgry, Serbia i Macedonia Północna. Liczniki pokazują około 1800 kilometrów, a suma pokonanych przewyższeń wynosi już około 9500 metrów – symbolicznie więcej niż wysokość Mount Everestu mierzona od poziomu morza.

Do Aten pozostaje około 700 kilometrów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, bracia powinni dotrzeć pod Akropol za około tydzień.

Od rowerowej pasji do charytatywnego wyzwania

Pomysł na „Beast of the East” nie narodził się przypadkowo. Braci od dawna łączy zamiłowanie do długodystansowych wypraw rowerowych. W ubiegłym roku pokonali trasę o podobnej długości, jadąc z Roscoff we Francji do Polski szlakiem EuroVelo 4. Tegoroczna podróż miała być kolejnym dużym wyzwaniem, ale tym razem postanowili nadać jej dodatkowy wymiar.

Tak powstała inicjatywa „Beast of the East. Z Wawelu na Partenon dla Wojowników Cancer Fighters”. Oficjalnym organizatorem zbiórki jest Wojciech Pieńkos, a wyzwanie zostało zweryfikowane przez Fundację Cancer Fighters. Założenie było proste: przed każdym z braci znajduje się około 2500 kilometrów, co łącznie daje blisko 5000 „wykręconych” kilometrów. Dlatego celem zbiórki zostało 5000 zł – symboliczna złotówka za każdy kilometr przejechany przez obu rowerzystów.

Sama nazwa wyprawy również ma swoją historię. „Beast of the East”, czyli „Bestia Wschodu”, to określenie używane wobec EuroVelo 11, jednego z najdłuższych europejskich szlaków rowerowych. Oficjalna trasa EV11 ma ponad 6,5 tys. kilometrów i łączy północ Europy z Atenami, prowadząc przez 11 państw. Na swojej drodze przecina m.in. Warszawę, Belgrad i Skopje.

Bracia wykorzystują południowy fragment tej trasy, rozpoczynając swoją przygodę pod Wawelem i zmierzając w stronę Partenonu.

Ponad 100 kilometrów każdego dnia

Podróż odbywa się na rowerach gravelowych typu endurance. Średnia dzienna przekracza 100 kilometrów, ale same liczby nie oddają trudności trasy.

Nawierzchnia zmienia się niemal każdego dnia. Są dobre asfaltowe drogi, długie odcinki szutrowe, polne ścieżki, a czasami fragmenty przypominające bardziej trasy MTB niż europejski szlak rowerowy. Dodatkowym przeciwnikiem przez większą część podróży były temperatury dochodzące do 35 stopni Celsjusza.

Dopiero w ostatnich dniach zrobiło się nieco chłodniej. Wcześniej każda możliwość wejścia do rzeki czy jeziora była dla rowerzystów okazją do choćby krótkiej regeneracji.

Słowacja – rowery trzeba było nieść na plecach

Pierwsze poważniejsze przygody pojawiły się już na Słowacji. Za Nową Lubowlą ślad GPX wyprowadził podróżników w trudny, górzysty teren. Zamiast jechać, w pewnym momencie trzeba było dosłownie wnosić obciążone bagażami rowery na plecach.

Na innym fragmencie sytuacja zmusiła ich do prowadzenia rowerów wzdłuż torowiska, ponieważ nie było rozsądnej alternatywy pozwalającej kontynuować trasę.

Węgry – wały, pola i mosty pontonowe

Po słowackich podjazdach Węgry przyniosły wyraźną zmianę krajobrazu. Trasa stała się płaska, ale nie oznaczało to końca przygód.

Kilometry prowadziły wałami przeciwpowodziowymi wzdłuż Cisy, przez rozległe tereny rolnicze Niziny Węgierskiej. Na trasie znalazły się również dwie przeprawy mostami pontonowymi i długie szutrowe odcinki przecinające pola.

Serbia – pięć przebitych dętek i lekcja drogowego bezpieczeństwa

Serbia okazała się szczególnie wymagająca dla sprzętu. Problemem stał się buzdyganek – roślina wytwarzająca twarde, ostre i kolczaste nasiona, które z łatwością przebijają rowerowe opony.

Efekt? Jeden z braci musiał wymieniać dętki aż pięć razy. W drugim rowerze zastosowany system tubeless z płynem uszczelniającym radził sobie z przebiciami na bieżąco.

Doświadczenia z serbskich szutrów były na tyle dotkliwe, że rowerzyści zaczęli wybierać asfalt, gdy tylko było to możliwe.

Drugim wyzwaniem okazał się ruch samochodowy. Szczególnie na wyboistych drogach i w miastach trzeba było zachowywać dużą ostrożność. Po dotarciu do Belgradu bracia zdecydowali się dokupić lusterka rowerowe. Jak przyznają, była to jedna z najlepszych decyzji sprzętowych podczas całej wyprawy.

Macedonia Północna – góry, szutry i dzikie psy

Kolejnym etapem była Macedonia Północna – niezwykle malownicza, ale wymagająca kondycyjnie.

Trasa poprowadziła m.in. przez stromo położone miasto Wełes, z jego wąskimi uliczkami, a następnie przez dziesiątki kilometrów trudnych szutrów.

Na Bałkanach pojawił się również problem, którego trudno doświadczyć na większości popularnych tras rowerowych w Polsce – watahy bezpańskich i dzikich psów. Na wszelki wypadek rowerzyści mają w bagażu środek odstraszający przeznaczony do sytuacji zagrożenia ze strony dużych zwierząt. Dotychczas nie było potrzeby jego użycia.

Mniej przyjemnym obrazem podróży są natomiast – jak relacjonują – duże ilości śmieci spotykane przy drogach w Serbii i Macedonii Północnej oraz pojawiające się dzikie wysypiska.

Grecja już przed nimi

Po około 1800 kilometrach bracia dotarli nad jezioro Dojran. To właśnie w tym rejonie EuroVelo 11 przekracza granicę Macedonii Północnej z Grecją. Oficjalny przebieg szlaku prowadzi stąd w kierunku Salonik, a następnie dalej na południe aż do Aten.

Przed rowerzystami pozostaje około 700 kilometrów i 6000 metrów przewyższeń.

Na ich trasie znajdą się teraz Saloniki, okolice masywu Olimpu, Meteory i Termopile, a finałem całej podróży mają być Ateny i symboliczna meta pod Partenonem.

Ostatnia część wyprawy z pewnością nie będzie łatwa. Grecki etap EuroVelo 11 przecina górzyste regiony kraju i prowadzi przez Macedonię Środkową, Tesalię, Grecję Środkową oraz Attykę. Oficjalny przebieg EV11 kończy się właśnie w Atenach.

Kilometry, które mają pomagać

Sportowy cel jest ważny, ale od początku tej wyprawy równie istotny pozostaje cel charytatywny. Zbiórka prowadzona jest na rzecz Fundacji Cancer Fighters, która od 2015 roku wspiera dzieci, młodzież i dorosłych zmagających się z chorobami nowotworowymi oraz ich rodziny. Organizacja pomaga m.in. w refundowaniu kosztów leczenia, finansowaniu profilaktyki oraz zakupie specjalistycznego sprzętu dla oddziałów onkologicznych.

W chwili przygotowywania materiału na stronie wyzwania widniała kwota 2190 zł z zakładanych 5000 zł, czyli blisko 44 procent celu.

Bracia liczą, że ostatnie kilometry dzielące ich od Aten pozwolą nie tylko zakończyć wielką rowerową przygodę, ale również przybliżą zbiórkę do pełnych 5000 zł.

Wesprzyj wyzwanie „Beast of the East – z Wawelu na Partenon”

Ateny nie będą końcem

Choć do mety tegorocznej wyprawy pozostało jeszcze kilkaset kilometrów, w głowach braci już rodzi się następny projekt. Po ubiegłorocznej trasie z Francji do Polski i tegorocznej podróży z Krakowa do Aten myślą o jeszcze bardziej egzotycznym kierunku.

Ich kolejnym dużym celem ma być przejazd rowerem przez Japonię. Także tę wyprawę chcieliby połączyć z akcją dobroczynną.

Na razie jednak najważniejszy pozostaje kierunek południowy. Po 1800 kilometrach, tysiącach metrów podjazdów, upałach, przebitych dętkach, szutrach, górskich ścieżkach i pięciu przemierzonych krajach przed braćmi ostatni wielki etap.

Znad granicznego jeziora Dojran ruszają do Grecji. Meta jest jedna – Partenon w Atenach. A każdy kolejny kilometr ma przybliżać nie tylko ich do celu podróży, ale również zbiórkę do 5000 zł dla podopiecznych Cancer Fighters.

Galeria zdjęć z trasy - TUTAJ

 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności